Sport

Sport

Piotr „Piter” Wołowik, wojownik z Lędzin: Syn jest moją największą motywacją.

 

Piotr Wołowik z Lędzin, podczas kwietniowej gali EFM SHOW stoczył - jak pisały media - najbardziej krwawą bitwę ostatnich czasów. Dlaczego zdecydował się na start w nowej formule Cage Box? Co go skłoniło do walki na tak niecodziennych zasadach, które wielu kibiców porównuje do słynnych scen z filmu ,,ROCKY”?

 

- Nie mieliśmy okazji spotkać się przed walką, ponieważ przez ostatnie dni przed galą potrzebujesz ciszy i spokoju. Teraz masz więcej czasu więc opowiedz o swojej dyscyplinie. Jak wygląda tryb życia sportowca, ostatnie dni przed walką i cały okres przygotowawczy.

- Główny okres przygotowawczy trwa dziesięć tygodni. Jest to czas, do którego każdy sportowiec podchodzi w miarę indywidulanie, według swoich potrzeb i możliwości. U mnie okres przygotowawczy był trochę inny, niż wcześniej, ale za to został zrealizowany idealnie. Podstawowym warunkiem jest utrzymywanie codziennej diety i przeprowadzenie około 7-8 treningów tygodniowo. Trzeba też uwzględnić czas na rehabilitację, ponieważ jest to sport kontaktowy i kontuzje towarzyszą nam cały czas. Oczywiście, nie mniej ważny jest weekendowy odpoczynek fizyczny i psychiczny.

- Zgodziłeś się na walkę na nieco innych zasadach, niż Twoja podstawowa dyscyplina, jaką jest MMA. Skąd taka zmiana ?

- Zgodziłem się na walkę na nowych zasadach, które organizacja EFM SHOW wprowadziła jako pierwsza na rynku. Chodzi o ,, CAGE BOX”, czyli walkę na zasadach bokserskich w małych rękawicach w najmniejszym ringu świata (3x3 metry). Miało dać to wielkie widowisko i z tego co czytam w mediach, chyba się udało. Zdecydowałem się na tę walkę ze względu na ofertę, którą dostałem i głód walki, towarzyszący mi po długiej przerwie spowodowanej kontuzjami. Tę walkę na pewno będę pamiętał całe życie.

- Walka trwała łącznie aż 22 minuty. Organizatorzy dali dali dodatkowy bonus finansowy za walkę wieczoru, a media okrzyczały ją ,,najbardziej krwawą bitwą ostatnich czasów”. Mimo wszystko nie jesteś zadowolony.

- Nigdy nie będę zadowolony z porażki, choć wiele mnie nauczyła. Wzmocniła mój charakter i potwierdziła, że jestem chyba z betonu, ale to zawsze jest porażka. Dziękuję wszystkim, którzy do mnie pisali i gratulowali. Jest to bardzo miłe i dzięki tym ludziom szybciej się podniosłem po tej porażce.

- Po walce wszyscy mówili o krwawej bitwie, ale także o Twoim synku, którego wizerunek był na koszulce, banerze, a także wytatuowany. W najcięższych momentach uderzałeś pięścią w serce i walczyłeś dalej, mimo że wszyscy myśleli, że to koniec.

- Powiem w skrócie, ponieważ rozwijając ten watek braknie nam miejsca w gazecie. Każdy ma jakąś motywację. Moją, największą jest syn Nikoś. Mam nadzieję, że za parę lat jak to zobaczy, będzie szczęśliwy i dumny z taty. Tak jak ja jestem dumny z niego, gdy widzę jak robi kolejne kroki w swoim życiu.

- Wiemy także, że oprócz sportu pracujesz. Jak godzisz pracę ze sportem i codziennymi obowiązkami?

- Pracuję w branży jubilerskiej. Jestem rzeczoznawcą diamentów, prowadzę punkt skupu złota i salon jubilerski. Zawsze angażuję się w pracę, ale w okresie przygotowawczym przed tą walką wyręczyła mnie wspaniała dwójka moich współpracowników, za co im chcę bardzo podziękować. Jesteście wielcy!

- Dziękuje za wywiad i powodzenia w następnych wyzwaniach.

- Dziękuję za docenienie mojej przegranej walki i za zaproszenie na wywiad. Chcę jeszcze podziękować firmom i ludziom, bez których ta bitwa nie miałaby miejsca:
Tomasz Nowicki - człowiek, który razem ze mną zajmuje się obowiązkami związanymi z firmą.
Marcin Magiera - mój dietetyk.
Dawid Lorenc - mentor i trener od przygotowania siłowego.
- Trener i cała kadra trenerska SCC.
- wszystkie inne firmy, które wspominam w social mediach.

Rozmawiał: Jan Ostoja.

Śledź nas

Social & newsletter

© 2020 © Wszelkie prawa zastrzeżone

Search